Wróciłam! Było zimno i nie tak dobrze jak się spodziewałam, ale nie było i też najgorzej. Myślę, ze jest potencjał ;) Okres mi się po raz pierwszy zaczął tak jak wytypowałam, co jest zadziwiające, bo lubi mieć spóźnienia, albo przyjść za wcześnie, no ale dobrze, że jest ;)
Jedzenie w czasie wyjazdu było idealne: nie skusiłam się na żadnego kebaba, kiełbaskę,nic, jadłam tylko to co wzięłam z domu i dużo jeszcze zostało. Alkohol niestety był, ale nie podjadałam w czasie picia. Wczoraj po powrocie zjadłam trochę ziemniaków i kapuśniaczku z mięsem, ale odrobinę dosłownie, skusiłam się też na 3 kostki czekolady i kilka precelków.
Guiness porter z kulką w środku - jakby któraś myślała o zakupie to nie wart swojej ceny, niestety. I ostatnia wiadomość dzisiejszego dnia: na wadze 64,7kg, może to być lekkie odwodnienie przez to picie, ale nigdy nie widziałam 64 z przodu <3 <3, tak więc JARAM SIĘ *-* i mam dalszą motywację. Cel dwa i pół zbliżam się!
wakacyjnie na dziś:
idziesz jak burza waga ciągle spada , gratuluję :)
OdpowiedzUsuńciesze się ze wyjazd było udany
powodzenia tak trzymaj :)
Super, że u Ciebie tak pozytywnie. Wszystko idzie w dobrym kierunku :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :*
Miło na wadze zobaczyć nowe,mniejsze liczby. Nie wiem czy niielepiej się mierzyć bo po pewnym czasie ważenie się może stać się frustrujące. Jakie ćwiczenia wykonujesz?;)
OdpowiedzUsuńpewnie lepiej ;) ale póki spada regularnie chcę się ważyć. Przysiady, damskie pompki, rowerek, wymachy jakieś, nożyce.
Usuń